Zaloguj się do usług
bezpieczeństwa
7 lutego 2019
Postępu nie powstrzymamy, czyli Dzień Bezpiecznego Internetu po raz 16.

Dzień Bezpiecznego Internetu to inicjatywa, która w tym roku obchodzi już swoją 16. rocznicę. Dla przeszło 700 pracowników oświaty, osób z instytucji pozarządowych, generalnie ludzi, zajmujących się pracą z dziećmi przy wykorzystaniu internetu, którzy wzięli udział w tegorocznej konferencji to świetna okazja na poznanie trendów, czy złapanie inspiracji. Nie napiszemy oczywiście o wszystkim, o czym była mowa, tym niemniej kilka rzeczy zwróciło naszą uwagę.

Tegoroczne podsumowanie DBI to kolejna impreza, która wpisuje się w trend zmiany podejścia do udziału internetu w nauce dzieci i młodzieży.

– Wiecie, czego nasze dzieci najchętniej słuchają? Ja wiem, widziałam badania – gdy Beata Biel, znana przede wszystkim z walki z fake news, wymieniła „Top 5”, wielu skojarzyło 1-2 wykonawców. Jak zatem mamy ustrzec dzieciom przed kłopotami, skoro nie mamy pojęcia z czego korzystają? Nie odrzucajmy a prior Snapchata, czy Tic-Toca, „bo są głupie”! Dla wielu z nas, dorosłych, zapewne tak. Ale i tak pozostają środowiskiem naszych dzieci. Warto też odnotować fragment wypowiedzi Beaty, która zasugerowała, by zamiast straszyć fake newsami, uczyć szukania tych prawdziwych, odwrócić perspektywę, nie zaczynać od czegoś, co jest złe. Touche.

Dlaczego mamy karać dzieci za używanie telefonu w szkole? – gdy Agnieszka Bilska, nauczycielka z Gliwic, zadała w trakcie swojej prezentacji to pytanie, prawie cała sala zamilkła. To kolejny dowód na to, jak często sieć dla wielu z nas, dorosłych = zło. Tymczasem, czy jest coś złego w szukaniu informacji w internecie? W grupie klasowej na Messengerze, w zdalnej pracy nad projektem, nawet w wysłaniu pracy domowej nauczycielowi mailem? Czy musimy rezygnować z dobrodziejstw technologii, dlatego, że karzą nam wyjść z przetartych szlaków, które od dawna znamy? A poza tym spójrzmy na siebie, ile czasu spędzamy, patrząc się w ekrany naszych telefonów, nawet w pracy!? Kto nie widzi w tym demagogii, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Tym bardziej, że – co udowodnił prof. Jacek Pyżalski z UAM – nie ma czegoś takiego, jak bycie „ciągle online”. Można by to bardziej określić mianem „blended online”. Przykład – czytamy ksiażkę, gdy nagle słyszymy dźwięk telefonu. Czytamy wiadomość na komunikatorze, odpisujemy – i wracamy do lektury. Jesteśmy ciągle online? Nie. Przestańmy traktować internet niczym złego smoka. Nie jest czynnikiem, sprawcą, czy środkiem. Jest po prostu jednym z obszarów realizacji naszej aktywności. Takim jak basen, boisko, szkoła, czy zakład pracy.

16 lat temu, gdy pierwszy raz systemowo zainteresowaliśmy się bezpieczeństwem dzieci, Google ogłosiło powstanie Gmaila, pojawił się Firefox 1.0, powstało Vimeo, a Intel sprzedał produkcję laptopów do Lenovo. To niczym przejście z ery kamienia łupanego do epoki żelaza. Dlatego warto zmienić też nasze podejście do tego, jak sieci używają nasze dzieci. Postępu nie powstrzymamy.


Masz ciekawą informację?

Poinformuj nas!

Zgłoś incydent

Załącz plik

(jeśli zgłaszasz przypadek phishingu, zapisz mail (przesuń go z programu pocztowego na pulpit komputera lub wybierz opcję plik/zapisz jako), a następnie załącz)

Nie jestem człowiekiem
Jeśli zgłoszenie dotyczy bezpieczeństwa dzieci, zgłoś je również pod http://www.dyzurnet.pl